piątek, 5 grudnia 2014

Część 26

Po dziesięciu minutach wspólnej "kąpieli" postanowiliśmy wyjść. Justin przykrył mnie ręcznikiem i z sobą zrobił tak samo.  Jak już trochę wyschneliśmy to poszliśmy się przebrać. Jak już to zrobiliśmy to cały dzień spędziliśmy na oglądaniu telewizora jednocześnie się całując i przytulając.
******************************************************************************************************************************************************************
Leżeliśmy z justinem w jego sypialni wtuleni w siebie. po głowie ciągle chodziło mi to, że mój chłopak będzie miał dziecko z inną Justinowi na pewno po głowie chodziła ta suka Ashley.
Po woli zamknęłam oczy nie chcąc uronić łzy, która na samą myśl kręciła mi się w oku. Nie mogłam pokazać Justinowi, że ciągle to mnie męczy. Wzięłam głęboki oddech po czym wypuściłam go tak głośno, żee było można usłyszeć go w całym pokoju. Skarciłam siebie za to i modliłam się za to, żeby chłopak nie odwrócił się w moją stronę. Ale jak na złość Justin zwrócił głowę w moją stronę. Spojrzał na mnie ze zdziwioną miną.
-Co się dzieje?-Zmartwił się wiedział, że to mnie męczy.
-Nie, nic.-Skłamałam a poczucie winy zjadało mnie od środka.
-Nie kłam, widzę że coś się dzieje.
-Justin nie masz się co martwić. Okej? Po prostu źle się czuję. Ufasz mi?- Modliłam się o to żeby nie było można wyczuć kłamstwa.. po chwili ciszy chłopak parsknął.
-Proszę cię, za kogo ty mnie kurwa masz?-Wstał z łóżka.-Idiotę ze mnie robisz?
-Justin, uspokój się mówię że nic mi nie jest.-podniosłam głos, czego od razu pożałowałam.
justin zacisnął szczękę.
-Jeszcze raz podniesiesz na mnie głos to ci przypierdolę.-Warknął. Po raz pierwszy się go na prawdę przestraszyłam.
-Co posłużę ci jako worek treningowy? Co ty sobie myślisz, że jestem twoją zabawką?!- Parsknęłam ironią.-NIe jestem twoim psem jak mówię, że nic mi nie jest to nic mi nie jest.-NIe wiem skąd we mnie tyle odwagi, że wygarnęłam mu to wszystko.
Zaśmiał się z premedytacją.
-WIesz co? mam lepszy pomysł kurwa, przypierdolę ci zgwałcę cię robiąc ci bachora i wyrzucę na zbity pysk na ulicę.-Syknął.-To będzie kurwa lepsze rozwiązanie. Wiem kiedy coś ci jest a kiedy nie. Rozumiesz?! Znam cię lepiej niż sobie to wyobrażasz.
Nie mogłam wytrzymać w końcu wstałam z łóżka i chciałam wyjść. Chciałam pobyć sama ale nie udało mi się to bo chłopak zagrodził mi wyjście.
Ciągle czułam jego wzrok na swoim ciele.
-Siadaj.-Powiedział stanowczo.
-Nie pogadamy jak się ogarniesz.-Wrzasnęłam i chciałam go odepchnąć od drzwi ale był za silny dla mnie.
Chłopak gwałtownie przyciągnął mnie do siebie, wsuwając dłoń pod moje włosy namiętnie mnie całując.
Wyrywałam się się nie chciałam mu popuścić. NIe wiem skąd we mnie tyle siły, że odepchnęłam go na bok i podeszłam do łóżka, wiedziałam że to był błąd.
Justin już nie wytrzymał złapał mnie i wymierzył policzek.
-Jeszcze raz kurwa to inaczej pogadamy!- Wrzasnął
Nie wierze, że on to zrobił. Nie wierze, że mnie uderzył.
-Jak mogłeś?! Nie na widzę cię!-Powiedziałam tak pod wpływem emocji.
-To wypierdalaj!-pokazał na drzwi.
-Chcesz, żebym odeszła? Na prawdę chcesz?-Już nie wytrzymałam i po prostu łzy zaczęły spływać po moich policzkach jedna za drugą.
-Wyjdź.-Słyszałam jak jego oddech przyśpiesza.
Bez namysłu szybkim ruchem wstałam i podeszłam do drzwi. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego.
-Kim jesteś i co zrobiłeś z moim Justinem?-Wyszłam ocierając łzy. Usłyszałam jak chłopak walnął pięścią w ścianę.
Zeszłam po schodach na dół do salonu gdzie siedział Mat i Chazza.
-Czemu płaczesz.-Spojrzeli na mnie.
-Nie słyszeliście naszej kłótni?- Zapytałam z ironią.
Chaz podszedł do mnie i przytulił.
-Uspokój się, on ma trudny moment.-Szepnął mi do ucha.
-Wiem, ale to nie powód, żeby mnie...-I w tym momencie usłyszałam kroki, które dochodziły, ze schodów.
Justin wszedł do salonu. Spuściłam wzrok coraz mocniej wtulając się w Chazze.
Chłopak spojrzał na nas a jego oczy pociemniały.
-O proszę.-Parsknął.-Teraz do niego lecisz?-Zmierzył nas od góry do dołu.
-Justin daj jej spokój, nie widzisz że ona się ciebie boi?-Wrzasnął Chaz na co twarz chłopaka złagodniała.
Justin oblizał usta, zdał sobie sprawę co zrobił podszedł do mnie.
Wzdrygnęłam się na jego nagłą zmianę.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie. NIe patrzyłam na niego, mój wzrok był wbity w ziemię.
Szatny obrócił mnie w swoją stronę. Delikatnie podnosząc mój pod brudek.
-Kochanie...-Szepnął.-Wybacz mi nie chciałem.
NIe powiedziałam nic tylko lekko podniosłam głowę i spojrzałam na niego a z mojego oka wyleciała łza.
Justin pocałował mnie w ślad gdzie była łza i przytulił do siebie.
Wtuliłam się w niego mocniej i zaczęłam płakać. Po mimo tego ja nadal go kocham i nie zostawię do nie dam rady.
Jego serce waliło jak oszalałe. Po chwili schował swoją twarz w moją szyję. Czułam na sobie jego ciepły i delikatny oddech.
Błądziłam wzrokiem po jego twarzy.
-Kocham cię.-Szepnął.
-Ja ciebie też.-Bez zastanowienia odpowiedziałam mu.
Justin kazał się przejść chłopakom i nie wracać do jutra.
-Miłej zabawy.-Zaśmieli się razem z Matem wychodząc z domu.
Zaśmiałam się.
-No i co płaczku.-Zażartował.
Justin usiadł na sofę od razu sadzając mnie sobie na kolanach.
Siedziałam cicho bawiąc się swoimi palcami. Chłopak pocałował mnie delikatnie w skroń. Od razu pocałowałam go w usta. Chlopak odwzajemnił gest uśmiechając się przy tym.
-Justin.-Jęknęłam w jego usta przez pocałunek.
-Hmm.-Szepnął.
Odsunęłam się od niego ale dalej na nim siedząc.
-Obiecaj mi coś.-Szepnęłam.
Justin spojrzał na mnie zaskoczony.
-Co?
-Obiecaj mi, że nigdy mnie nie uderzysz.- Powiedziałam nieco ciszej.
Chłopak westchnął.
-Justin.-Na tym zdaniu się załamałam.
-Spokojnie, uspokój się.-Delikatnie zeszłam z jego kolan i poszłam do kuchni po szklankę spoku. później postanowiłam pójść do pokoju zostawiając go samego. Po cichu weszłam do toalety przeszukując ja.
Gdy znalazłam to czego szukałam usiadłam na zimnych płytkach i zrobiłam jedną linię a póżniej coraz więcej i więcej.
Wiem, że obiecywałam, że już tego nie zrobię ale to mnie przerosło.
Obmyłam świeżę rany owijając je od razu bandażem. Następnie zeszłam na dół, na dole nie było chłopaka tylko karteczka.
' KOCHANIE MUSIAŁEM POJECHAĆ ZAŁATWIĆ WAŻNĄ SPRAWĘ, NIE MARTW SIĘ O MNIE. JUŻ NIE DŁUGO WSZYSTKO BĘDZIE OKEJ.
KOCHAM CIĘ I CAŁUJĘ ~ JUSTIN.'
Szybkim ruchem podeszłam do szafki po lampkę wina siadając na sofie biorąc pierwszy łyk.
Po godzinie usłyszałam otwieranie drzwi już po chwili Justin wszedł do środka rzucając kluczykami.
Naglę z moich ust uciekł śmiech. Justin spojrzał na mnie.
-Justin jesteś.-Nie mogłam się powstrzymać.
-Piłaś.-Spoważniał.
-Trochę.-Mówiłam bawiąc się swoimi palcami.
-Nie widać.
-Spokojnie, kochanie.-Język zaczął mi się plątać.
-Idź się kąpać i idź spać.-Rozkazał.
-Już dawno to zrobiłam.-Zapomniałam, że na ręku miałam bandaż i podwinęłam rękawy.
-Co to jest.?-Po tym wytrzeźwiałam o pięćdziesiąt procent.
Wziął do ręki i spojrzał.
-To nic.-Mówiłam.
-Jak to nic?! Pijesz tniesz się może jeszcze ćpasz-Wrzasnął.-Do pokoju.
-Ha, ha kim jesteś, żeby mi rozkazywać?! Nie jestem twoim psem.
-Jesteś żałosna.-dodał.
Chciałam go przytulić ale on się odsunął. Chłopak nie odezwał się tylko poszedł do toalety.
Po dziesięciu minutach chłopak przyszedł. Stanął w drzwiach i mi się przyglądał.
-Co się tak gapisz?-Mruknęłam.
-Zastanów się sto razy zanim coś zrobisz.-Wrzasnął na mnie.
-Przepraszam to nie ja robię dzieci na prawo i lewo.-No i straciłam nad sobą kontrolę.
Chłopak zbladł na miejscu.-Co?!-Złapał mnie za ramię i wyprowadził na dwór zamykając drzwi.
Pukałam w nie aż w końcu mnie wpuścił i poszedł na górę włączając muzykę.
Siedziałam i oglądałam telewizor gdy nic ciekawego nie było postanowiłam pójść spać. Po pięciu minutach usłyszałam jak ktoś schodzi na dół.
Światło od razu się zapaliło. Chłopak spojrzał się na mnie.
-Bidulka śpi.-Zaśmiał się.
Podszedł do mnie bliżej.
Wystraszyłam się widząc jego cień.
-NIe posłuszna suka.
-Zo-Zostaw mnie.-Powiedziałam.
-Nie-Odpowiedział.
-Justin ja już nie mam siły.-Mruknęłam wyczerpanym głosem.
-Uwierz mi ja też.-Warknął.
Poszłam do toalety przemyć nowe rany nie wiedziałam, że ktoś za mną stoi.
-Co to do chuja jest?!
-Nic!
-Pytam?!
-Nic.-Mruknęłam.
-Mów bo ci zrobię większą krzywdę!
-To rób.-Wrzasnąłem ze łzami.
-Szkoda mi mojej mocy, ciszę się że będę miał to dziecko z Ashley.Mówił pełen ironi.
NIe wytrzymałam tego pobiegłam na górę i zaczęłam się pakować ale Justin wpadł za mną i mi ją wyrwał.
-A ty gdzie?!
-Jak najdalej od ciebie!-Justin popchnął mnie na ziemię.
-Gdzie jest mój mały słodki Justin?-Mówiłam.
-Tu tylko dorósł.-Zaśmiał się bez humoru.
-NIe ty jesteś Justinem, którego nie znam.-Po tych słowach chłopak wyszedł zostawiając mnie samą.
-Justin.-Krzyczałam ale nikogo już nie było.
******************************************************************************************************************************************************************
No i mamy 26 rozdział :) Ale się dzieje jak myślicie gdzie poszedł Justin czy Selena wybaczy mu to?
Tego dowiecie się w 27 rozdziale, który będzie już po jutrze.
Kochamy was <333 Dziękuje z całego serca Weronice, która mi pomaga przy rozdziałach<33 Kocham cię siostro <3!!!! (nie jest moją siostrą na prawdę tylko beliebers)
                                           CZYTASZ = KOMENTUJESZ.
#SWAG I #WERA.

3 komentarze: